
Zaloguj sięnie masz konta? Zarejestruj się
Nowość!!! - Zwycięska wyprawa!! - Brazylia dla zakochanych
Wszystko spakowane, siedzimy na przysłowiowych walizkach. Najgorsze są zawsze ostatnie godziny i oczekiwanie na odlot. Człowiek po raz dwudziesty trzeci zachowawczo przelatuje myślami po zawartości bagażu i liście absolutnie niezbędnych przedmiotów. Przypomina się skecz Kabaratu Moralnego Niepokoju: "Dres męski jest, dres damski jest, pies jest. Dres dla psa jest. Gumowe zwłoki są. Dres dla zwłok jest."
Przygodo, wyruszamy! Najprawdopodobniej nie znajdę czasu i sposobu, by na bieżąco korespondować wyprawę, ale z drugiej strony chyba nie ma takiej potrzeby. Wracamy za tydzień i wtedy postaram się dzień po dniu opisać wrażenia, pokazać miejsca, które udało nam się nawiedzić.
Tagi: palcem po ekranie , teoria , Tunezja
Szukanie odpowiedniej wycieczki to w zasadzie oglądanie katalogu hoteli. Przebierając setki bliźniaczo podobnych ofert biur podróży czytamy opisy "luksusowych i przepięknie położonych kurortów, resortów". Racja, jeden ma 13 a drugi 15 basenów, kolejne różnią się ilością dyskotek, jeszcze inne zaopiekują się Twoją pociechą na czas Twojej nietrzeźwości. Jednak czy tak naprawdę istnieje różnica między Złotymi Piaskami w Bułgarii, a tunezyjskim Monastirem? Czy nie powinniśmy wrzucić do jednego worka wszystkich wycieczek last i first minute i nie zwracać uwagi na miejsce urlopu? Myślę, że wszystko zależy od indywidualnego nastawienia i faktycznego celu wyjazdu.
Znakomitą większość zadowoli informacja o n-gwiazdkach hotelu, obietnica dostatku zimnego freonu i zabezpieczeniu bitw wokołobasenowych odpowiednią ilością leżaków i ręczników. Nie specjalnie interesuje ich okolica, nie mówiąc już o dalszych wyprawach w głąb odwiedzanego kraju. Najeść się i napić do woli przesadnie obsmażając ciało słońcem. Ot i cała filozofia. Nie żebym krytykował, każdy spędza wolny czas jak lubi i umie. Czy trzeba jednak ciągnąć się 2500 km by zwyczajnie pobyczyć się na plaży?
Osobiście wolę wykorzystać okazję wypełniając głowę i kartę pamięci aparatu intensywnymi doznaniami, które zapewnią mi energię do pracy na kolejne miesiące. Hotel traktuję jako noclegownię i zabezpieczenie tyłów. Mogę się przespać, trzymać w nim swoje rzeczy, wpaść, zjeść i zaplanować dalsze punkty wyprawy. Nie specjalnie interesują mnie cztery otwarte 24/7 restauracje, skoro i tak po pierwszym dniu może nawiedzić mnie "zemsta faraonów", czyli nasza swojska sraczka. Do wyjazdu przygotowuję się na parę tygodni wcześniej, przekopując internet, ucząc się niemal na pamięć przewodnika. Na miejsce przybywam niczym na start wyścigu - gotowy, z zaplanowaną szczegółowo trasą. Jeszcze przed przyjazdem wiem, że wszystkiego nie zobaczę, ale to wydaje się tylko dodatkowo mnie nakręcać. Tym bardziej, że na planie mamy kilka ambitnych miejsc, które jak dotąd oparły się zadeptaniu przez turystyczne masy. I dobrze tylko, że podobnie myśli moja żona. To byłby dopiero konflikt...
A jaki jest Wasz sposób?
PS Miło jest jednak ostatni dzień przed powrotem do zimnej Polski zająć leżak o 6 rano i rozkoszować się zazdrosnymi minami Niemców, czy innych Francuzów popijając darmowe drinki z plastikowego kubeczka.
Tagi: palcem po ekranie , teoria , Tunezja
Nic bardziej mylnego... Chodzi o drobny fakt dotyczący kupowania, zamawiania i rezerwacji wycieczek.
Młoda mężatka (imienia nie będę zdradzał;) zazwyczaj miewa kłopoty z posługiwaniem się nowym nazwiskiem. I tak na początku małżeńskiego stanu raz po raz łamie prawo i dowolnie żongluje posiadanymi godnościami. Sytuacja zazwyczaj nie miewa drastycznych następstw, o ile nie dojdzie do konfliktu i w jednym miejscu/sytuacji nie pojawią się oba miana...
Tak było w opisywanym poniżej przypadku. Paszport, bez którego na próżno szukać ciepłego przyjęcia ze strony tunezyjskich celników, jest wystawiony na nazwisko rodowe. Bilet i rezerwacja zostały zaś lekkomyślnie zamówione na nową wersję. Teraz wyobraźmy sobie co się dzieje, bo pomysłów mam przynajmniej kilka:
Tagi: palcem po ekranie , Tunezja , dokumenty
Na zmianę z przewodnikiem po Maghrebie czytam ciekawą książkę dotyczącą fotografowania w podróży. Osobny rozdział poświęcono terenom pustynnym i wpływie tego obszaru/klimatu na sprzęt i zdjęcia.
Przy braku podstawowej wyobraźni i wiedzy łatwo o katastrofę. Po pierwsze, wyzwanie dotyczące warunków świetlnych i temperaturowych. Trzeba będzie chwilę spędzić, by odnaleźć się w tamtejszym specyficznym otoczeniu. Nie jestem specjalnie zaawansowanym fotografem, stąd mam trochę obaw związanych z jakością zdjęć. A to pewnie słoneczko przyświeci, a to temperatura da się we znaki...Przyda się pamiętać o bracketingu, szczególnie przy jaskrawym oświetleniu. Na pustyni łatwo zepsuć kadr utrwalając własny cień, lub niechciane ślady na piasku.
Nie trudno domyśleć się, że największe zagrożenie dla sprzętu to piach i pył. Parę ziarenek w korpusie i może być po balu... Parę cennych wskazówek:
Tagi: palcem po ekranie , Tunezja , fotografowanie
Nie jesteśmy wyczynowymi podróżnikami, ale raczej niedzielnymi wykorzystywaczami okazji do gdzieś-pojechania. Bywamy najczęściej w miejscach niezbyt oddalonych od stolicy naszego urokliwego kraju, choć zdażają się też dalsze wycieczki. Wydaje mi się, że coraz bardziej podoba nam się sam fakt przebywania w podróży, poznawania nowych miejsc, wrażenie pogłębiania wiedzy o świecie, stan podekscytowania zbliżającym się wyjazdem. Okazji do podzielenia się doświadczeniami nie powinno zatem zabraknąć.
Tak właśnie jest teraz - szykujemy się do lotu w kierunku ciepłych krajów. Celem podróży jest Tunezja. Czemu właśnie Tunezja? Co będziemy tam robić? O tym w następnym odcinku:)
Tagi: palcem po ekranie , Tunezja , Afryka